Ostatnie Wpisy

nie dosc ze wiatr w oczy to jeszcze pod gorke (281)

Autor: random | Kategorie:
Tagi:
24. lipca 2011 12:31:00

Sie k…a dzieje.

 

Dlaczego to musze byc zawsze ja? Wymienilam przednie opony na nowe. Fleki w butach do pracy tez wymienilam. Tego samego dnia wlamali mi sie do auta. Buty ukradli. Ja wiem ze Tata zawsze powtarzal zeby nie zostawiac nic na siedzeniach, ale k…a buty? Myslalam, ze tylko te buty, do czasu kiedy nie usiadlam za kierownica i nie zaczelam wkladac kluczyka do stacyjki - cale auto ukrasc chcieli, ale widac byli zbyt tepi, bo tylko skutecznie wszystko uszkodzili. Stacyjka do wymiamy. Szyba do wymiany. Zajebscie, jakbym to innych problemow nie miala. Do tego zajebali mi czapke (moja ulubiona, dwustronna), paczke ciastek (TimTamow – naturalnie tez moje ulubione), napoj energetyczny (tylko jeden, a mialam w aucie cztery) i rozowe Uggs’y ($5 w promocji – bezcenne). Do tego baba z agencji po raz kolejny przelozyla rozmowe kwalifikacyjna. Tak!!! Rozmowe kwalifikacyjna zeby dom wynajac. Juz nie wystarczy miec odpowiednie zarobki, wize I czysta historie kredytowa. Paranoja - taki rynek teraz mamy w Auckland.  Wiec w chuj wydatkow, do tego sprawa z domem nadal pod znakiem zapytania, brak auta zeby szukac innego domu. Facet z holowania smierdzial jakby sie nie myl od tygodnia, a musialam z nim przejechac 50 km. No i przez to ze stacyjka byla rozwalona, nie mogl krecic kierownica, wiec wciagal auto na lawete po krawedzi,  a mi sie noz w kieszeni otwieral jak widzialam, co sie dzieje z moimi nowymi oponami. W takich chwilach najbardziej tesknie za M. Niech on juz wreszcie wraca z tych Norek. Aaaaaa

 

Cale szczescie zalatwilam w tydzien wszystko, co nie bylo latwe, bo w AKL bez auta nic zalatwic sie nie da – transport publiczny (blednie zwany w Polsce komunikacja publiczna – tak psorze Wozniak, cos jeszcze pamietam) to pomylka. Zawsze transport publiczny kojarzyl mi sie z czyms zatloczonym, ale tanim, co dojezdza wszedzie i czesto. Tu wszystko jest za odwrot – w sumie jestem do gory nogami wiec trudno sie dziwic. Jedyny plus ze tloku nie ma. Wstawanie o 5:30, zeby dojechac do pracy nie jest najbardziej optymalne, ale dalam rade I w tydzien ogarnelam ten caly balagan. Auto mam – co prawda z dwoma kluczykami, ale mam. Chata tez jest w koncu moja. Znowu tzreba sie pakowac, ale twarda bede jak orzeszek I dotrwam do momentu kiedy zaside na kanapie (jak juz ja kupie) z kieliszkiem wina I naprawde bede mogla powiedziec “Nic nie musze”.

 

Ehhh zachcialo sie czlowiekowi podrozowania…

chilli & horopito (280)

Autor: random | Kategorie:
Tagi: baba z dziekanatu, horopito
12. lipca 2011 14:20:00

Dostalam maila od kumpla. Ze zamyka firme, robi instruktora nurkowania i przyjezdza do mnie. Arcyprzekozacko!!! A juz planowalam dostac slomiano-wdowiej depresji. Chlop wyjechal za chlebem do Europy. Norki przywiesc. Nie na futro, ale korony norki. No dlugo... a bo wesele Puchalow, bo Audioriver, bo wakacje (nie ma to jak miec 3 razy wakacje z rzedu!), bo zanim skoczy jedno to dostaje kolejne zlecenie. No i tak z tego wszystkiego zapomnialam nawet jak pachnie. Pewnie jakby usiadl za mna w pociagu, to od razu bym poczula ze to on, ale tak z pamieci nie potrafie odtworzyc jego zapachu. Nie wiedzialam, ze tak szybko sie zapomina.

Wpadlam ostatnio do znajomych na Mid-Winter Christmas Party (tak, w tym kraju kazdy powod do imprezy jest dobry). Niektorzy postanowili potraktowac temat doslownie i zrobic sobie “biale” swieta. Zachowywali sie przy tym jak spuszczone z lancucha nastolatki. No coz... Brytole. Nie to zebym tu jakies uprzedzenia miala... Hitem wieczoru byla jednak dla mnie historia o Shaunie, ktory nie przychodzil przez pare dni do pracy, bo zgubil... ciezarowke. Takie rzeczy tylko w NZ. Oczywiscie nie zwolnili go.

Odkrylam drugi najbardziej nie lubiany przeze mnie zawod – w scislej czolowce, zaraz po babie z dziekanatu jest agentka nieruchomosci. Zauwazyliscie, ze nie ma w obu tych zawodach facetow? Moze dlatego, ze nie maja syndromu: jestem stara i brzydka, kariery juz nie zrobie, to chociaz poutrudniam innym zycie tak bardzo jak sie da.

A jak juz jestesmy przy dziekanacie, to powrocilam mentalnie do czasow studiow. Na lunch jem darmowe owoce w pracy – nie dlatego ze nie mam pieniedzy, tylko nie chce mi sie go przygotowac. No i pierwszy raz od pol roku musze zrobic cos wieczorem i mimo, ze juz kwadrans po polnoscy nie kiwnelam palcem w nadziei, ze a) zrobi sie samo (nigdy nie dziala) b) bedzie kataklizm i nie bedzie trzeba isc do pracy (juz bardziej prawdopodobne, ale ze zyje w regionie gdzie zadkoscia sa wiadomosci bez trzesienia ziemi, torneada, tsunami czy innej powodzi, wiec kolejny kataklizm na nikim wrazenia nie zrobi), c) jak sie obudze o 5 rano, zeby to zrobic, to bede na tyle wyspana, ze zrobie to w 3 godziny – mimo, ze potrzebuje pewnie z pieciu. Kiedy ja kurwa dorosne? Mam nadzieje, ze moje zdolnosci do malowania trawy na zielono (bo na tym zadanie miej wiecej polega) nadal w pelni. Uczylam sie tego pilnie przez 4 lata w korpo.

Odkrycie kulinarne: horopito.

A tak na marginesie mialo byc o tym jak to na obczyznie trudno jest dom wynajac. Innym razem.

Thanks God it's Friday! (280)

Autor: random | Kategorie:
Tagi:
17. czerwca 2011 00:49:00

Zinspirowana przez Mone wzielam sie ze siebie, tzn oplacilam silownie w pracy za rok z gory. A co! Jakoze nie lubie wyrzucac ciezko zarobionych dolarow w bloto, licze ze to mnie zmusi do chodzenia. Na razie bylam 3 razy w ciagu jednego tygodnia. Sukces! Pierwszy na zapoznaniu z panem trenerem, ktory jak sie pozniej okazalo nie ma daru sluchania. Zrobil mi testy, pomierzyl tluszcz, ustawil cele i rozpisal trening. Ciekawe jakim kurwa cudem mam na probie wydolnosciowej wynik “excellent” jak sie kiwnelam palcem przez ok 2 lata, a regularnie nie cwiczylam od lat 5-ciu? Chyba nowozelandzka “populacja” jest malo sprawna. A niby 90% ludzi tutaj uprawia regularnie jakas forme aktywnosci fizycznej. Pewnie wliczaja w to golfa, w ktorego nota bene tez zaczac grac zamierzam. Drugi raz bylam na polaczeniu jogi i pilatesu (poszlam z zamiarem utwierdzenia sie w przekonaniu ze to nie dla mnie i o dziwo nawet mi sie spodobalo). Spodobalo to moze zle slowo. Weszly mi na ambicje te wszyskie ryczace 40-tki, ktore moga, to czego ja nie moge. Poza tym relaksujace to bylo, nie powiem. Trzeci raz bylam zeby zrobic caly trening pod okiem Ronny’ego (moj trener). Nie wiem co on sobie wyobrazal, ale ledwo zrobilismy jedna serie wszystkiego, a ja nie mialam sily podniesc rak do gory, zeby umyc glowe pod prysznicem. Do tego musialam zmniejszac obciazenia jakie dla mnie zaplanowal. Mowilam mu ze mam rece slabe jak przedszkolak, to nie wierzyl. “No are pretty weak for your size, if you know what I mean”. Really? Doluj mnie dalej. Nie wiem jak ja bede robic te 3 serie. Ale co kurwa ja nie dam rady? Na razie odczuwam przyjemnosc z tego ze czuje wszystkie miesnie cwiczone wczoraj. Co oznacza ze jeszcze tam sa. W sladowych ilosciach, ale sa!!!

Jutro wernisaz Helen i Jasmine. Zamierzam wypic morze wina i poudzielac sie towarzysko. Helen zalatwila “party bus’a”. Mam nadzieje, ze beda tam jakies osobniki plci przeciwnej, bo juz mnie meczy to zenskie towarzystwo, ktore mi sie wgapia w cycki i stara zaciagnac do lozka. A im bardziej im pokazuje, ze jestem “straight” tym bardziej sa zainteresowane... Pocalowalam z zyciu dwie kobiety i wiem, ze dziewczynki sa nie dla mnie!!! Nie wiem jak wytrzymam bez M. do wrzesnia, ale jesli juz bym miala go zdradzac, to juz na pewno nie z kobieta... Amen.

a co! nie moza dwoch notek na raz (278)

Autor: random | Kategorie:
Tagi:
12. czerwca 2011 15:12:00

Po opublikowaniu poprzedniej notki naszlo mnie zeby odwiedzic starych znajomych i nie-znajomych z blogow. U M!lli nadal pen-drive w kiblu z ostateczna wersja magisterki. Dzizas, kiedy to bylo. Barry dalej jezdzi PKP na trasie Ldz-Wwa i dzieki temu jego zycie jest pelne przygod. Bmp nadal zaskakuje celnoscia wypowiedzi i lekkoscia stylu. Wciaz przekracza kolejne granice wytrzymalosci swojego organizmu i nadal doskwiera mu samotnosc. Czuc to bylo od zawsze - po co taki interesujacy facet by pisal bloga? W sumie to by bylo spoko napic sie z nim wodki. Sang sie ozywil i zabil mnie ta notka (ze stycznia bodajze): "Nie kumam idei spacerów. Jak można iść na spacer? Gdzieś bez celu, żeby tylko pospacerować. Idzie się gdzieś, po coś, w jakimś celu. Ale iść, żeby iść to jakiś przejaw autyzmu. Nawet do parków, lasów, na plażę, nad staw idzie się z jakimś zamiarem. Rozpalić ognisko, wypić browara, pozbyć się zwłok, nazbierać grzybów, albo kurwa poziomek. W pójściu gdzieś musi być cel. Fakt, czasami zaprasza się panienkę na spacer. Problem w tym, że jak panienka zostaje zaproszona na spacer to już tam podświadomie konotuje sobie, że jesteś spłukany. I masz taką samą szansę zobaczyć ją ponownie jak Stevie Wonder zobaczyć ją w ogóle." No i okazalo sie ze jestesmy praktycznie w tym samym wieku. Wszystkich tych ludzi laczy jedno. Albo zwiali z tego zdupialego serwisu, albo pisza z czestotliwoscia raz na ruski rok i przez to ich blogi stracily to cos, co i moj blog stracil sto lat temu. Kontestator (nadal na obczyznie) nazwal to wystrojem miejsca. Zwal jak zwal. Mam wrazenie, ze "to" se ne wrati. Tak jak moja umiejetnosc nazwania rzeczy po imieniu przy jednoczesnym rozbawieniu publicznosci. Poltora roku na obczyznie i nie umiem sie wyslowic w moim "mother tongue". Nie sadzilam ze to kiedys nastanie. Moj niby plynny angielski tez nie pozwala mi do konca wyrazic siebie (mimo, ze sny mam po angielsku, mysle po angielsku i nawet gadam do siebie w korku na zasranej SH1 tez po angielsku). To w jakim jezyku mam mowic? Niby uczylam sie jeszcze innych 4 ale w 3 z nich umiem tylko zamowic piwo (tu sie klania skutecznosc polskiej edukacji panstwowej), a w czwartym umiem we wszystkich mozliczych przypadkach powiedziec, ze roza jest piekna i ze "rozy wode zimna daje" (Ci w tym Rzymie to musieli niezle jarac zeby taki szyk zdania wymyslec). Moze powinnam pomyslec o innych formach ekspresji? Sztuka? W gre wchodza tylko sztuki wizualne bo mojego spiewu, czy gry na fortepianie, to nawet sama sluchac nie moge. Btw skoro juz ta notka to same cyctaty - cos jak magisterka (wow! domknelam krag - jak Wozniak grozniak uczyl na polskim) - juz wiem co/kogo winic za moja nieobecnosc - nieznośna lekkośc bytu, która nie stawia przede mną żadnych wyborów, które kazały by mi się nad sobą zastanowić. Tak! Kocham moje beztroskie zycie na poludniowej polkuli, do tego z dupy strony. 

no swiat sie przewrocil do gory nogami (277)

Autor: random | Kategorie:
Tagi:
12. czerwca 2011 14:26:00

To ja sie nie moge zmobilizowac do kiwniecia palcem, a Mona se chodzi codziennie, powtarzam CODZIENNIE, przed praca (PRZED!!!) na basen. Nie uwierze dopoki nie zobacze. Tymczasem nadal obrastam w tluszcz, jedzac desery (bo musze) i udajac ze mnie nie stac zeby oplacic silownie za rok z gory (co oznacza dolara dziennie). Dzis juz mialam przeblysk, ze moge wszystko tylko musze chciec, ale po poludniu wrocily laski, ja nie pojechalam sie spotkac z Lui (bo twierdzi ze przywlekla jakas goraczke z Fiji i sie boje - chociaz dobrze wiem, ze to zwykla nowozolandzka grypa, bo wszyscy wkolo maja grype, ale ona jest tu dopiero od srody, wiec ma prawo podramatyzowac) i znowu sie zaczelo ;). Ja to jest, ze w tym kraju zawsze ktos ma. Moze moja niemoc, to objawy dziur w mozgu. Niby w nie nie wierze, ale w liceum bylam przekonana ze dwoja Dawida z matury z WOS'u to wlasnie dziury w mozgu. Nie wazne... Teraz naprawde zamierzam sie wziac za siebie i projekt "Maciek widzi mnie we wrzesniu na lotnisku i szczena mu opada tak nisko ze ku zazdrosci chlopakow nie wypuszcza mnie z lozka przez tydzien" zakonczyc spektakularnym sukcesem.

P.S. I jeszcze te kurwa literki na dole, co ich nie umiem przeczytac jak niepelnosprawny jakis. Jak odroznic "I" od "l"???

herosi sa wsrod nas (276)

Autor: random | Kategorie:
Tagi:
07. czerwca 2011 12:11:00

No jak to kurwa szkic?? Po tym jaka bylam z siebie dumna ze udalo mi sie zalogowac i w ogole ogarnac napisanie notki... a Maria wcale nie ulatwiala sprawy... patrze ze "szkic". Nienawidze tych blogow do kwadratu.

[Wlasciwa notka 7.6.2011]

Zalogowanie sie na bloga po ponad roku nieobecnosci to wyczyn iscie heroiczny. Tym bardziej jak sie ma bloga na portalu, ktorego sie szczerze nienawidzi i obslugiwac nie umie (i nigdy nie umialo)... Zatem pozwole sobie uczcic te chwile lampka wina, ktora mam nadzieje pozwoli mi szybko zasnac, co w obecnych okolicznosciach przyrody moze byc trudne, ale o tym w nastepnym odcinku.

P.S.

Nie, nie wrocilam do Polski. Nie, nie mieszkam nadal w Australii. Mieszkam w Nowej Zelandii i aktualnie mam zakwasy od surfingu ;). Co prawda nie dlatego ze spedzilam caly dlugi weekend w wodzie (byly inne priorytety ;) tylko dlatego, ze na moich rekach nie ma ani sladu miesnia. A tak w ogole: Dziekujemy Ci Elzbieto za wolny poniedzialek z okazji Twoich urodzin. Wybacz, ze nawet nie wiem ktore to byly urodziny. God Bless the Queen!

changes (275)

Autor: random | Kategorie:
Tagi:
30. kwietnia 2010 08:12:00

Zmienilam adres. Fizyczny... na Sydney. I wirtualny... na http://aussielifeupsidedown.blogspot.com/
Tym optymistycznym akcentem kończe żywot tego bloga ;).

kite or die (274)

Autor: random | Kategorie:
Tagi:
19. lipca 2009 21:36:00

Jakoże na wieczorze panieńskim musialam pić za dwie po raz pierwszy od nie pamietam kiedy mam kaca, objawiającego się bólem oczodołu promieniującym aż do mózgu. Nie ułatwia to pakowania, ale dam radę! Hel is calling. Tekst panny młodej (jak dla mnie tekst wczorajszego wieczoru): "kurwa, muszę sie wczołgać".  

i co się ku..a głupio pytasz? (273)

Autor: random | Kategorie:
Tagi:
05. lipca 2009 20:25:00

Teksty, które mnie ostatnio wkurwiają:
- jak ci jest w TEJ Warszawie?
- planujesz wracac do Łodzi?
- rodzice tesknią za Tobą?
- jest jakiś KANDYDAT na horyzoncie?
- co tam z TYM [tu wpisać imię dowolnego kumpla z którym byłam na meczu / piwie / tensie]?
- ale masz zmęczone oczy
- nie za dlugo pracujesz?
- kiedy jedziesz na urlop?
- jak tam egzaminy?
- a na co Ci kombi?
- nie wolałaś jakiegoś kobiecego samochodu?
- skąd miałaś tyle kasy na taki samochód?

 

Otóż oświadczam i nie będę drugi raz powtarzać: W Warszawie jakto w Warszawie. To tak jakby spytać w godzinach szczytu kogoś z Pabianic "jak Ci w tym Zgierzu?". Przecież do Łodzi sie jedzie 1,5 h więc w każdej chwili moge być tu, czy tam. Nie jestem na żadnym koncu świata. Pojebało was? A jest mi srak. Tak, wolałabym być w Łodzi, zarabiać 30% mniej, kupić mieszkanie 2 razy taniej w sto razy lepszej lokalizacji. I mieć starych znajomych pod nosem i moć z nimi pić wódkę 3 razy w tygodniu. Ale kurwa się nie przeniosę, bo mamy wielki kryzys finansowy, a mi oczekiwania finansowe wzrosły trochę od czasów studiów, a za 4 koła zapierdalać nie zamierzam. Ani opierdalać się przez cały dzień za dwa też nie.
Rodzice tęsknią, bo co mają robić jak jestem jedynaczką, ale co z tego? Taka jest kolej rzeczy i nie należy się nad tym rozczulać. Kandydata nie ma. A z tym czy z tamtym nic. Z jednym piję, z innym sypiam, z jeszcze inny ogrywa mnie we wszelkie możliwe sporty, bo tryb zycia mam jaki mam, a z innym mogę fajnie pogadać. Tak jest mi z tym chujowo, bo fajnie jest mieć z kim dzielić chujnię tego świata na pół, nie musieć się bzykać w gumie, mieć kogoś kto zmieni wycieraczkę w aucie i opierdoli pana co naprawiał domofon. Ale żył sobie nie potne. Profilu na portalu randkowym też nie założę. Oczy mam zmeczone, bo zapierdalam po kilkanaście godzin dziennie, ze zmienną satysfakcją. Na urlop jadę tuż tuż, potem na nastepny i jeszcze następny i tak się zamierzam wyurlopować przez 6 tygodni. Tak stać mnie i tak moja chujowa firma daje takie urlopy. A jak Wam łyso, to aplikacje do mojego korpo syfu są otwarte. Kombi mi na to, że jak będziemy jechać na Hel, to i tak do mnie przyjdziecię robiąc minę kota ze szreka czy wam nie wezmę namiotu. Wezmę i wrzucę tam kajta, eurobizens, klocki lego i co mi się jeszcze zamarzy. A kobiece auto musi być duże i zajebiste, bo z jakiej paki mamy się wozić jakimis małymi gównami co wyglądają jak kupa? A skąd miałam kasę to chuj was to obchodzi. Trza se umieć radzić w życiu. Ja się was nie pytam na chuj se zrobiliście wesle za 100 tys. PLN, albo czy warto mieć to czy tamto. A egzaminy olewam, bo nie zamierzam być audytorem do końca życia. A jak mi się jednak zechce to wtedy je zdam. Teraz wole grać w mafię na facebooku. Może to uwstecznia, ale rozwijać się przez całe życie też nie muszę. Zdanie wielokrotnie złozone zbudować potrafię, rozumiem słowo pisane, czytam czasem książki w orginale, wiem co to partytura, i widzę róznicę między instrumentem smyczkowym i strunowym, więc i tak już w chuj jestem ponad przeciętną w tym kraju. I mam w dupie jak ktoś mnie spotka w multipleksie na komedii romantycznej, albo pod budką z kebabami.

 

W wolnym tłumaczeniu: a weźcie się odpierdolcie ode mnie wszyscy!

zakochałam się (272)

Autor: random | Kategorie:
Tagi:
09. czerwca 2009 19:37:00

Zakochalam się... juz od pierwszej chwili wiedzialam, ze bedzie fajnie, ale jak wczoraj spedzilismy caly wieczor tylko we dwoje, to wiem ze to jest to... Caly czas mnie czyms zaskakuje. Jest szybki, ale daje sie kontrolowac. Troche malo zwinny, but nobody's perfect. Daje mi poczucie bezpieczenstwa. Dba o mnie - każe zapinać pasy, etc. Mowią ze jest rodzinny. Przy moim byłym to jednak sportowiec. Ufam mu, ale ciekawe jak sie sprawdzi w sytucjach kryzysowych, bo w sumie krotko sie znamy. No i niezle wyglada ;). A na imię ma... Volvo V70 :)

 

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
27282930123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

Brak kategorii

pozyczkowofinansowo | joasia-siasia | slipknot | owca87 | ala14 | Mailing